Wszystkie »

  • Wpisów: 149
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 141 dni temu, 18:50
  • Licznik odwiedzin: 4 879 / 1181 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
sbiernacka
 
Po pierwsze: dieta i ćwiczenia - wiem, wiem, banalne, ale jednak czasami sie sprawdza, hehe. Mam już wizję co do diety. Jeden z podstawowych elementów to eliminacja piwa. Poza tym 5-6 posiłków dziennie co 2-3 godziny. owoce, warzywa, chude mięso, jogurty, ryby, raz na jakis czas jakieś pełnoziarniste pieczywo lub makaron, każdy posiłek zanotowany w dzienniczku kalorii, limit kalorii 1500-1700 (zmienny, bo to najbardziej skuteczne).
Przynajmniej 15 minut ćwiczeń dziennie, co niestety wymaga wstawania wcześnie rano, bo po pracy to całkowity brak szans. Więc drugie postanowienie noworoczne to wstawanie wcześniej i  ćwiczenia (bo brakuje mi ich i to bardzo).
 

sbiernacka
 
Nieuchronnie...
A z końcem roku czas na rozrachunki i postanowienia. Czy miniony rok mogę uznać za udany? Bo ja wiem... Dużo się wydarzyło, co do tego nie ma wątpliwości. Czy wszystko mogę zaliczyć na plus? Niekoniecznie.
Ale dużo rzeczy jest pozytywnych, to pewne. I sporo niekoniecznie takich znowu świetnych, to też pewne.
Do tych najbardziej udanych zaliczam na pewno piąteczkę z opbrony pracy dyplomowej na wycenie, pracę (gorzej z płacą, hehe), wyjazdy do Poznania, Krakowa, Zakopca, Darłowa, Suchej Beskidzkiej i Szklarskiej Poręby. To chyba największy plus tego roku - wypady z mlodym w rózne miejsca Polski...
 

sbiernacka
 
Oj, dużo mam do opowiadania i sama nie wiem, od czego zacząć.
Miniony już praktycznie rok sprawił, że uświadomiłam sobie, jak wiele faktycznie zmieniło się w moim życiu. Nie jestem już sekretarką i asystentką, aczkolwiek asystentką szefa pozostałam. Ale jakoś tak niechcący i niezamierzenie zostałam pośrednikiem i to chyba nie najgorszym, lol. Człowiek myśli, że wie, kim jest, ale chyba nogdy tego do końca nie wiemy i zawsze prawda o nas samych może nas zaskoczyć.
Odkryłam też frajdę, jaką może dać człowiekowi podróżowanie po własnym kraju, który jest piękny nie do pojęcia...
Nawet jeśli podróżuje się pociągami i autobusami, mając za towarzystwo tylko własnego pięcioletniego syna i toboły, to takie wypady "w Polskę" mogą się okazać fenomenalne...
 

sbiernacka
 
Ano, wróciłam. Czemu mnie tak długo nie było? Właściwie trudno to wytłumaczyć, bo sama nie wiem. Zwyczajnie pewngo dnia odpadłam i tyle. Ale jestem z powrotem.
 

sbiernacka
 
Generalnie, życie zaczęło byc naparawdę fajne i ciekawe. W ciągu kilku dni znalazłam pracę, która mnie fascynuje i wciąga. I czuję się w tym świetnie, a co najciekawsze, przestało mnie interesować zrzucanie wagi dla samego chudnięcia. Jak coś zrzucę, super, ale zabijać się dla tego nie będę. mam ciuchy do biura na obecna figurę, a poza tym nie czuję potrzeby. Czasami nawet mi się wydaje, że bycie soba jest najwazniejsze. Zaczynam dojrzewac do akceptacji samej siebie w opozycji do panującej mody na odchudzanie. Nie zamierzam sie zapuscić i będę się pilnować, żeby nie przytyć. Ale nie zamierzam się poddawać więcej presji odchudzania. Jestem kobietą. Moje rozmiary są takie jakie są i tyle. Dla jednych jestem atrakcyjna, dla innych nie. I tyle. Nie muszę się każdemu bęcwałowi podobać, bo wcale mi na tym nie zależy.
Mam męża, który mnie kocha taką, jaka jestem. Mam fajnych współpracowników, którzy cenią mnie za moje umiejętności i - powiedzmy - bystrość. I naprawde dobrze się czuję w mojej pracy i nagle uswiadomiłam sobie, że wartość czlowieka mierzona jest poprzez ocenę innych, ale trzeba dobrze wybierać tych innych, którzy będą cię oceniać.
 

sbiernacka
 
Przez pewien okres czasu znowu milczałam, ale chwilami życie toczyło się zbyt szybko. Generalnie, nareszcie znalazłam się w sytuacji, kiedy nie ma znaczenie to, jak wyglądam (znaczy w sensie, że chuda, gruba czy cokolwiek, bo elegancki ciuch i porządny makijaż, tudzież dodatki to rzecz ważna) i moja figura nie decyduje o niczym. Ważne są moje cechy osobowe i umiejętności.  
I czuję się dobrze w świecie, gdzie nikt mnie nie ocenia pod kątem figury... I wiem, że ludzie mnie cenią i lubią bez względu na moją figurę...
 

sbiernacka
 
Kontynuując moją myśl: firma mnie wnerwiła, bo prosiłam jak ludzi o kilka dni wolnego, w efekcie skróciło mi się do półtora dnia, hehe. Jasne, bo jestem niezastąpiona, ale jakoś w zarobkach nie było tego widać, heh. W każdym razie trochę mi to ciśnienie podniosło i zaczęłam po prostu przeglądac oferty pracy w moim miescie i wysyłać Cv. Praktycznie wszędzie, gdzie tylko się dalo. Celem stało się znalezienie normalnej pracy. A jak ja juz sobie jakiś cel ustalę, to dążę do niego wytrwale.
Spośród wszystkich aplikacji, które wysłałam odpowiedziano tylko na jedną (później były inne odpowiedzi, ale już po czasie, hehe), ale za to odpowiedż pod wieloma względami idealna dla mnie. Kasa generalnie może nie rewelacyjna, ale w przyszłości są szanse na dodatkowe zarobki, to primo. Biuro zlokalizowane jakies pięc minut na piechotę od przedszkola młodego, więc na piechtę, po odstawieniu narybku do przedszkola docieram na 9 do biura (a synek ląduje w prtzedszkolu o idealnej porze: na sniadanko i nie traci żadnych zajęć, co często się zdarzalo w moim poprzednim fachu. A przede wszystkim to są nieruchomości, a ja właśnie zaczynam podyplomówkę z wyceny (a firma macierzysta ma wycenę i w przyszłości może i u nas powstanie oddział), więc na dodatek zgodnośc pracy z zainteresowaniami.
Kurczę, więc reasumując, zrobienie porządku w domu w jakiś przedziwny sposób przywiodło mnie do kolejnego etapu mojego życia i kariery zawodowej... etapu, który może się okazać fajny i niewykluczone, że dochodowy...
Kto by pomyslał...
 

sbiernacka
 
Zaniedbałam mój kurs Feng Shui i wychodzi na to, że niesłusznie. W zasadach Feng Shui jest cos takiego, że jak czujesz, że Twoje zycie stoi w miejscu i zaczyna wpadać w niebezpieczną stagnację, trzeba zrobić porządki w domu. Jakies trzy tygodnie temu podjęłam wysiłek, by wreszcie, po roku mieszkania, zrobic porządek z moim strasznie zaniedbanym, trzecim pokojem pełniącym funkcję zagraconego magazynu. Nawet specjalnie w tym celu wzięłam wolne z firmy pisacielskiej.
Zawsze mi się wydawało, że to jest robota na kilkia dni co najmniej, tymczasem uporałam się z tym w niecałe półtora dnia, a satysfakcję miałam, jakbym własnoręcznie wykopała kilkunasto-metrowy basen albo coś w tym stylu. Samo to było znakiem, że chyba jednak w tym "declutteringu" czyli odsmiecaniu coś jest.
 

gabiimaciek
 
sbiernacka
 
Gabi-5mates:

Brak dostępu do wpisu

 

sbiernacka
 
gabiimaciek
 
savannah1974: Kurczę, rewelacja po prostu. A myslałaś o szyciu tych cacek w nieco mniejszej skali? Takie 3/4 rozmiaru dla barbie? Byłoby w sam raz dla dollhouse miniatures w skali 1/12. A za takize cacuszka, wow, sporo kaski byś mogła zgarnąć... na zagranicznych oczywiście aukcjach, np. w Anglii i USA, gdzie jest mnóstwo maniaków tego hobby. Może cos u ciebie zamówie, jak juz znajde czas, żeby znowu posklejać, a tęskno mi, oj, tęskno...