Kontynuując moją myśl: firma mnie wnerwiła, bo prosiłam jak ludzi o kilka dni wolnego, w efekcie skróciło mi się do półtora dnia, hehe. Jasne, bo jestem niezastąpiona, ale jakoś w zarobkach nie było tego widać, heh. W każdym razie trochę mi to ciśnienie podniosło i zaczęłam po prostu przeglądac oferty pracy w moim miescie i wysyłać Cv. Praktycznie wszędzie, gdzie tylko się dalo. Celem stało się znalezienie normalnej pracy. A jak ja juz sobie jakiś cel ustalę, to dążę do niego wytrwale.
Spośród wszystkich aplikacji, które wysłałam odpowiedziano tylko na jedną (później były inne odpowiedzi, ale już po czasie, hehe), ale za to odpowiedż pod wieloma względami idealna dla mnie. Kasa generalnie może nie rewelacyjna, ale w przyszłości są szanse na dodatkowe zarobki, to primo. Biuro zlokalizowane jakies pięc minut na piechotę od przedszkola młodego, więc na piechtę, po odstawieniu narybku do przedszkola docieram na 9 do biura (a synek ląduje w prtzedszkolu o idealnej porze: na sniadanko i nie traci żadnych zajęć, co często się zdarzalo w moim poprzednim fachu. A przede wszystkim to są nieruchomości, a ja właśnie zaczynam podyplomówkę z wyceny (a firma macierzysta ma wycenę i w przyszłości może i u nas powstanie oddział), więc na dodatek zgodnośc pracy z zainteresowaniami.
Kurczę, więc reasumując, zrobienie porządku w domu w jakiś przedziwny sposób przywiodło mnie do kolejnego etapu mojego życia i kariery zawodowej... etapu, który może się okazać fajny i niewykluczone, że dochodowy...
Kto by pomyslał...